Wataha Księżyca We Mgle
środa, 30 lipca 2014
Prośba.
Mam do was ogromną prośbę:Piszcie opowiadania!Połowa osób z watahy jeszcze ani razu nic nie napisała!
piątek, 25 lipca 2014
Od Kate do Soul'a
Był piękny poranek.Wstałam i rozejrzałam sie po jaskini.Pod którąś ze skał leżał Soul,który też juz nie spał.
-Cześć.-Powiedziałam.
-Hej.Co tam?-Zapytał.
-U mnie wszystko w porządku.-Powiedziałam lekko się uśmiechając.-Lepiej mów co u Ciebie?
Od Soulu'a C.D Kate
-U mnie?
-Tak
-U mnie wszystko dobrze-uśmiechnąłem się do niej
-...
-Chodź pokarzę Ci piękne miejsce
-Dobra
-O i zamknij oczy
-Po co?
-To niespodzianka
Przytuliłem,aby ją prowadzić(zrobiłem to specjalnie aby przytulić).Oznajmiłem:
-No to jesteśmy na miejscu:-

i dopowiedziałem
-Kate zostaniesz moją dziewczyną?
Od Kate:
Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak...Tak,zostanę twoja dziewczyną.-Powiedziałam.
Przytuliliśmy się i pocałowaliśmy.
-Od kiedy tu dołączyłem,i cię zobaczyłem zakochałem się w tobie.-Powiedział Soul
-Naprawdę?
-Tak.
Zostaliśmy w tym miejscu na noc.Było świetnie...
Soul?
Od Soul'a C.D Kate
Kate spała a ja usłyszałem ludzi.Celowali w nas ale ja osłoniłem Kate.Strzelili w moje ucho odrywając pół,obudziła się.Złapałem ją i kazałem się ukryć.Zacząłem się śmiać i powiedziałem ludzkim głosem do nich:
-Hahaa...!Nie macie ze mną najmniejszych szans!
-On gada!-krzykną przerażony myśliwy
-Czas wyjawić sekrecik!
Zmieniłem się w człowieka.Zobaczyłem tą dziewczynę która powiedziała:

-Soul Eater(czyt. się Sul Ita)?
-Hym...?
-Przyszłam tu bo jesteś magiczną kosą
-No..co?-musiałem coś szybko wykombinować bo nie wie działem co mam robić
-Nie kłam Soul,zostałeś wybrańcem
-Wybrańcem?
-Tak aby zostać moją kosą
-To śmieszne!
-Wiem,ale jak kogoś pokonamy to wrócisz tu za tydzień
-Dobra
(Kate?)
-Cześć.-Powiedziałam.
-Hej.Co tam?-Zapytał.
-U mnie wszystko w porządku.-Powiedziałam lekko się uśmiechając.-Lepiej mów co u Ciebie?
Od Soulu'a C.D Kate
-U mnie?
-Tak
-U mnie wszystko dobrze-uśmiechnąłem się do niej
-...
-Chodź pokarzę Ci piękne miejsce
-Dobra
-O i zamknij oczy
-Po co?
-To niespodzianka
Przytuliłem,aby ją prowadzić(zrobiłem to specjalnie aby przytulić).Oznajmiłem:
-No to jesteśmy na miejscu:-
i dopowiedziałem
-Kate zostaniesz moją dziewczyną?
Od Kate:
Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak...Tak,zostanę twoja dziewczyną.-Powiedziałam.
Przytuliliśmy się i pocałowaliśmy.
-Od kiedy tu dołączyłem,i cię zobaczyłem zakochałem się w tobie.-Powiedział Soul
-Naprawdę?
-Tak.
Zostaliśmy w tym miejscu na noc.Było świetnie...
Soul?
Od Soul'a C.D Kate
Kate spała a ja usłyszałem ludzi.Celowali w nas ale ja osłoniłem Kate.Strzelili w moje ucho odrywając pół,obudziła się.Złapałem ją i kazałem się ukryć.Zacząłem się śmiać i powiedziałem ludzkim głosem do nich:
-Hahaa...!Nie macie ze mną najmniejszych szans!
-On gada!-krzykną przerażony myśliwy
-Czas wyjawić sekrecik!
Zmieniłem się w człowieka.Zobaczyłem tą dziewczynę która powiedziała:
-Soul Eater(czyt. się Sul Ita)?
-Hym...?
-Przyszłam tu bo jesteś magiczną kosą
-No..co?-musiałem coś szybko wykombinować bo nie wie działem co mam robić
-Nie kłam Soul,zostałeś wybrańcem
-Wybrańcem?
-Tak aby zostać moją kosą
-To śmieszne!
-Wiem,ale jak kogoś pokonamy to wrócisz tu za tydzień
-Dobra
(Kate?)
Uwaga!
Jesli masz jakieś uwagi dotyczące bloga,napisz w komentarzu.Napisz również co dodałbyś do bloga.Jestem otwarta na wasze propozycje.
piątek, 18 lipca 2014
Od Kate
Wybrałam się na przechadzkę po lesie.Z dala wyczułam zapach ludzi.Jeździli tu na tych swoich koniach i na nas polowali.
-Mieli ze soba strzelby.-Pomyślałam,w powietrzu było czuć metaliczny zapach narzędzia,które uśmierca od razu.-Muszę ostrzec watahę,zaraz może być już za późno!
Wbiegłam do jaskini jak oszalała.
-Musimy przepędzić stąd ludzi,tato.
-Nie ryzykujmy Kate.
-Zbiorę ekipę i ruszam.Nie próbuj mnie powstrzymać tato!
Biegłam przez łąkę gdzie siedziały innne wilki.Stanęłam przed nimi.
-Musimy pozbyć się z tąd ludzi.Jeżeli ich wystraszymy,odejdą.Poszukają innego miejsca.Kto idzie ze mną?
-To niebezpieczne...-Odezwał sie jakiś wilk.
-Niebezpieczne,ale skuteczne.-Powiedziałam.
Od Viktorii do Kate:
-Ja ci pomogę - powiedziałam podchodząc do Kate. Odwróciłam się i spojrzałam wyczekująco na Blade'a.
-Pójdziesz z nami?- zapytałam go. Miałam nadzieję że nie jest tchórzem.
(Blade? Kate?)
Od Blade c.d Victorii
-A czemu nie?-odpowiedziałem
-Blade to nie bezpieczne-wtrącił się Lucky
-Nie jestem szczeniakiem
-Dobra jak uważasz
-To kiedy idziemy Kate?
<Kate?>
Od Kate:
-Chodźcie do jaskini.Tam wszystko omówimy.
I tak trójka odważnych wilków wbiegła do jaskini.Usiedliśmy na skórze z jelenia.
-To którędy będziemy mieli iść?-Zapytał Blade.
-Przejdzimy obok jeziora,brzegiem lasu.Później będzimy musieli wyszykować zasadzkę.-Powiedziałam.
W mojej głowie od razu pojawił się plan.
-Viktoria,odwrócisz ich uwage magią.Wiem że jesteś dobra w tych sprawach.-Uśmiechnęłam sie do niej.-Blade i ja zaczaimy sie na ich tyłach.Tak,żeby nas nie zauważyli.Rzucisz się na któregoś pierwsza.Jest ich tam kilku.Gdy reszta będzie próbowała sie bronić,zaatakujemy.A jeśli będą próbowali uciec,troche się z nimi podroczymy.-Uśmiechnęlam się na samą myśl "droczenia".
Blade?Viktoria?
-Mieli ze soba strzelby.-Pomyślałam,w powietrzu było czuć metaliczny zapach narzędzia,które uśmierca od razu.-Muszę ostrzec watahę,zaraz może być już za późno!
Wbiegłam do jaskini jak oszalała.
-Musimy przepędzić stąd ludzi,tato.
-Nie ryzykujmy Kate.
-Zbiorę ekipę i ruszam.Nie próbuj mnie powstrzymać tato!
Biegłam przez łąkę gdzie siedziały innne wilki.Stanęłam przed nimi.
-Musimy pozbyć się z tąd ludzi.Jeżeli ich wystraszymy,odejdą.Poszukają innego miejsca.Kto idzie ze mną?
-To niebezpieczne...-Odezwał sie jakiś wilk.
-Niebezpieczne,ale skuteczne.-Powiedziałam.
Od Viktorii do Kate:
-Ja ci pomogę - powiedziałam podchodząc do Kate. Odwróciłam się i spojrzałam wyczekująco na Blade'a.
-Pójdziesz z nami?- zapytałam go. Miałam nadzieję że nie jest tchórzem.
(Blade? Kate?)
Od Blade c.d Victorii
-A czemu nie?-odpowiedziałem
-Blade to nie bezpieczne-wtrącił się Lucky
-Nie jestem szczeniakiem
-Dobra jak uważasz
-To kiedy idziemy Kate?
<Kate?>
Od Kate:
-Chodźcie do jaskini.Tam wszystko omówimy.
I tak trójka odważnych wilków wbiegła do jaskini.Usiedliśmy na skórze z jelenia.
-To którędy będziemy mieli iść?-Zapytał Blade.
-Przejdzimy obok jeziora,brzegiem lasu.Później będzimy musieli wyszykować zasadzkę.-Powiedziałam.
W mojej głowie od razu pojawił się plan.
-Viktoria,odwrócisz ich uwage magią.Wiem że jesteś dobra w tych sprawach.-Uśmiechnęłam sie do niej.-Blade i ja zaczaimy sie na ich tyłach.Tak,żeby nas nie zauważyli.Rzucisz się na któregoś pierwsza.Jest ich tam kilku.Gdy reszta będzie próbowała sie bronić,zaatakujemy.A jeśli będą próbowali uciec,troche się z nimi podroczymy.-Uśmiechnęlam się na samą myśl "droczenia".
Blade?Viktoria?
sobota, 12 lipca 2014
Od Viktorii
Zostawiłam Kiki w jaskini i wyszłam o świcie. Wędrowałam z zamiarem odnalezienia wilka o imieniu Aperyn. Demon nie mógł mi w tym pomóc. Wyszłam już poza granice watahy i dopiero teraz zwęszyłam jakiś nieznany zapach. Pachniało mi właśnie tym wilkiem, oczywiście mogłam się mylić, ale takiej myśli do siebie nie dopuściłam. Szłam za zapachem i odnalazłam białego skrzydlatego wilka. Tak, to na pewno był on. Używając iluzji przeniosłam nas do zamurowanego pomieszczenia, a następnie tą samą mocą uczyniłam to pomieszczenie prawdziwym. Wyglądał na zdziwionego. Heh, zaskoczenie i tyle. Odwrócił się do mnie, nie patrzyłam się mu w oczy, tego nie mogłam uczynić bo byłoby to ogromnym błędem. Patrzyłam się ogólnie na całość wilka, zaczęłam krążyć po pomieszczeniu, on też musiał to robić. Chyba zrozumiał że przyszło mu się zmierzyć z mistrzynią walk. Przywołałam demona. Nie mógł mi pomóc ale swoją obecnością osłabiał tamtego. Zresztą w drugą stronę to również działało ale w znacznie mniejszym stopniu. Wiedziałam że nie mogę użyć hipnozy, na wysłanników też działa ale potrzeba patrzeć w oczy, czego robić z kolei nie mogę. Więc zostało walczyć tradycyjnie. Rzuciłam się na niego kiedy był w pół kroku. Przewróciłam go i odskoczyłam. Zanim zdążył się pozbierać używając żywej iluzji przykleszczyłam mu skrzydła do ziemi. Hehehe, tego się nie spodziewał. Poczułam że teraz on próbuje użyć magii, magia wysłanników jest wyjątkowo silna. Demon zasłonił mnie przed oślepiającym światłem które nagle pojawiło się w pomieszczeniu. Taaa, bardzo zmyślne ale krótkie. Światło po chwili znikło razem z moim demonem. Nic mu się nie stało ale musiał po takim ataku wrócić do piekieł. Wściekła na białasa za to co zrobi znowu posługując się żywą iluzją owinęłam wokół jego szyji gruby łańcuch. Zacisnęłam go wokół jego szyji i zaczął się dusić. Chciałam mu powiedzieć coś w stylu "Nigdy więcej nie waż się tak robić" ale nie zrobiłam tego. Zlikwidowałam zmaterializowane wcześniej kleszcze na skrzydła i łańcuch. Nie lubiłam walczy nie fair. I tak mu uszkodziłam skrzydła i nie mógł latać. Chyba od bólu. Obniżył głowę i przyszykował się do skoku. Nie był szybki, skrzydła zwisające z pleców mu uniemożliwiały bycie szybkim. Zrobiłam unik a on wrył się pyskiem prosto w piach. "No dosyć tej zabawy" pomyślałam sobie. Skoczyłam na jego grzbiet i wgryzłam się w szyję. Strącił mnie, wiedziałam że to zrobi więc dałam się zrzucić i wylądowałam normalnie, na łapach. Z jego szyji ciekła krew. Zobaczyłam że rana powoli się zasklepia więc szybko ponowiłam atak rozrywając ją jeszcze bardziej. Spróbował się obronić i odwinął się. Chciał mnie ugryźć w szyję ale odsunęłam głowę na bezpieczną odległość od jego pyska. Nie na długo, rzucił się na mnie a ja na niego. Teraz to już była czysta walka, bez jakiś podchodów czy magicznych podstępów. Po pewnym czasie wypłynęło z niego już zbyt dużo krwi i zaczął słabnąć, oszczędziłam mu męki ostatni raz wbijając kły w szyję zadając śmiertelny cios. Dla pewności przy użyciu żywej iluzji złamałam mu kręgosłup. Jęknął po raz ostatni. Poczułam że przestał oddycać. Skupiłam się i wywołałam moc cichego zabójstwa. Znikło wszystko włączając budynek, krew i jego ciało. Zobaczyłam wilka który wyglądał na zdziwionego. Przed chwilą przed nim stał zapewne budynek ale teraz zniknął. On już niczego nie pamiętał. Ciche zabójstwo likwiduje wszelkie ślady włącznie z pamięcią świadków, i potencjalnych świadków takich jak ten osobnik. Wróciłam do watachy po drodze przesyłając demonowi myśl o pomyślnym zabójstwie. Gdy dotarłam wreszcie do jaskini naszej watahy, położyłam się w niej i przemyślałam wszystko dokładnie. Zawsze to robi po walce, w ten sposób wiem co wypadałoby udoskonalić. Nikomu nie mówiłam co się stało. Ułożyłam się wygodnie i zasnęłam. Na zajutrz gdy się obudziłam zobaczyłam nad sobą jakiegoś wilka. No taaak, już wiem o co chodziło, przespałam cały dzień, najwyraźniej się o mnie martwił.
-Cześć - rzuciłam. Niech się cieszy że się do niego odezwałam.
-Kim jesteś? - zapytałam lustrując go wzrokiem. Od Blade c.d Victorii
Poszedłem do jaskini jak mi Lucky kazał. Zobaczyłem waderę która śpi. Nagle obudziła się:
-Cześć-rzuciła oschle-Kim jesteś?
-Nowy, i tyle musi ci wystarczyć
-Nie wierz do kogo się tak odzywasz
-Tak? Do kogo?
-Do najlepszej zabójczyni w watasze
-A ty do najlepszego wojownika
Od Viktorii:
-Tiaa, akurat najlepszego - przeciągnęłam się - Nowy - prychnęłam.
Biały wilk miał sierść tak nastroszoną że można by go posądzić o kontakt z błyskawicą.
-Jak cię zwą? - spytałam. Tamten najwyraźniej nie chciał powiedzieć. Odwrócił łeb. Wstałam i obeszłam go naokoło. Popatrzyłam mu w oczy i używając hipnozy powiedziałam.
-Wyjaw i swoje imię - czekałam na reakcję.
-Jestem Blade - odpowiedział pod wpływem mocy. Odpuściłam mu z hipnozą.
-A więc Blade...
-Skąd wiesz? - zdziwił się. No cóż, raczej się nie pamięta tego co było podczas hipnozy.
-Po prostu wiem - zaśmiałam się.
-Jestem Viktoria .
Od Blade c.d Victoria
-Aha to super
Położyłem się.
Od Luck'ego
Zapowiadał się kolejny nudny dzień gdy nagle przybiegł do mnie stary przyjaciel Eddy.
-Eddy, co tu robisz?
-Nie ma czasu na wyjaśnienia, mamy kłopoty w wymiarze śmierci
-Co się stało?
-Pewien wilk pokonał wszystkich oprócz ciebie największego wojownika śmierci
-I chce mnie widzieć?
-Tak
Poszliśmy do ukrytego portalu i byliśmy w krainie śmierci. Ta kraina wyglądała tak:
Zobaczyliśmy wilka który miał obroże z kolcami.
-Więc to ty jesteś Lucky?- zapytał- myślałem że będziesz wyglądać straszniej
-Żebyś się nie zdziwił – warknąłem
Zaczęła się walka. W końcu ja wygrałem.
-Ehhh... przegrałem a już myślałem że będę mieć w końcu watahę
-Jeśli chcesz to dołącz do watahy księżycu we mgle
Od Blade c.d Luck'ego
-Tak-odpowiedziałem- jestem Blade
-Miło mi poznać
-Długo jesteś w watasze?
-Około miesiąca , kim chcesz być w watasze?
-Może wojskowym
-Dobra zaraz wracam i załatwię ci to
Podsłuchałem rozmowę i usłyszałem
-Satan Bled może dołączyć?
Od Satana:
-Oczywiście że może.Oprowadź go po watasze i terenach.Zapoznaj z innymi wilkami.
(Sorry że tak mało,ale nie miałam pomysłu).
Od Luck'ego c.d Satan
-Dobrze
Wróciłem do Blade.
-Masz to załatwioną sprawę
-Dzięki
-Oprowadzić cię?
-Tak
Po jakimś czasie spotkaliśmy Kiki
-Cześć Kiki
-Cześć znowu za pomniałeś że mamy lekcję
-Tak, Blade pójdź do głównej jaskini i czekaj na mnie
poniedziałek, 7 lipca 2014
Od Darknesss
od prawie roku włóczę się sama... samotna, ze złamanym sercem... Aż tu nagle spostrzegłam w lesie jakiegoś wilka....
D: Kim jesteś?
K: Jestem Kate. Córka samca Alpha. A ty?
D: Jestem Darkness... Rok temu straciłam wszystko co miałam i szukam teraz jakieś watahy, gdzie mogłabym dołączyć...
K: Jak chcesz to możesz dołączyć tu.
D: Serio?
K: Tak. Więc dołączysz czy nie?
D: Ok, dołączę.
D: Kim jesteś?
K: Jestem Kate. Córka samca Alpha. A ty?
D: Jestem Darkness... Rok temu straciłam wszystko co miałam i szukam teraz jakieś watahy, gdzie mogłabym dołączyć...
K: Jak chcesz to możesz dołączyć tu.
D: Serio?
K: Tak. Więc dołączysz czy nie?
D: Ok, dołączę.
niedziela, 6 lipca 2014
Od Kiki
Szłam sobie przez las nawołując siostrę była już to późna noc. Nagle usłyszałam jakiś głos powiedziałam:Może to moja siostra?
Jednak kiedy to coś wyłoniło się z krzaków okazało się że to jakiś wilk i to z pretensją powiedział:
O tej porze się śpi anie wyje!A zresztą gdzie jest twoja wataha?
Ja odpowiedziałam: no niestety jej nie mam właśnie teraz nawoływałam swoją siostrę żeby przyszła ale niestety już nigdy jej nie zobaczę na pewno sama nie przeżyje w tym wielkim lesie!
Wilk powiedział:Nazywam się Lucky masz akórat szczęście bo ja lubie szczeniaki inny wilk to pewnie by ciebię zagryzł.Choć zaprowadzę cię do watahy , a właśnie jak masz na imię?Ja odpowiedziałam:Kika.
I poszliśmy.
Od Viktorii do Kiki:
Wilki nie zdradziły imienia. Może był zbyt... zdziwione moją obecnością? Nie chciało mi się już czekać więc poszłam sobie dalej, na tereny które, sądząc po zapachu były częścią terenów mojej nowej watahy. Było już ciemno. I dobrze, lubię ciemność. Idąc przez las zobaczyłam jakieś małe wilczątko. "Słodka" pomyślałam... Szedł z tym dzieciakiem jakiś inny wilk. Podeszłam do nich od tyłu i znienacka zapytałam - Co tu robicie o tej porze? - wyglądali na przestraszonych. No pięknie się zaczeło, nie chciałam ich przestraszyć, bynajmniej nie teraz. Usłyszałam wcześniej ich rozmowę więc wiedziałam jak mają na imię. - Więc jesteś Kika? - zapytałam pocylając się nad wilczątkiem. Widząc jej minę dopowiedziałam -Nic ci złego nie zrobię, nie zabijam dzieci. - chyba marne pocieszenie, jak dla dzieciaka. Lucky który akurat stał za mną wydawał się trochę zdenerwowany. -Nie martw się, nie jestem z innej watahy - rzuciłam -Jestem z tej waszej - zaśmiałam się wrednie. Heh, noc i niektóre wilki stają się mniej odważne.
Od Kiki
Więc szłam tak przez las do jakiejś nowej watahy z lucky i victorią.
Kiedy tak szliśmy coś przebiegło przed naszymi oczami spytałam się lucky,ego:
Luchy co to było?!
Lucky:Niewiem ale instynkt mi mówi żebyśmy szli szybciej.
Nagle wtrąciła się victoria:chyba wiem co to jest radzę wam uciekać.
Ja się spytałam:A ty?
Victoria:Ja będę musiała coś załatwić.
Więc pobiegłam z Luckym.
Od Viktorii do Kiki:
Idąć przez las coś przebiegło nam przed nosem, ba, przeleciało. Bardzo szybko. Spławiłam na chwilę Kiki i Luckiego. Rozpoznałam w tym czymś sylwetkę mojego demona. Dziwne... żadko sam przychodzi. Usiadłam i zaczekałam aż moje towarzystwo się wystarczająco oddali. Przywołałam demona myślą. Momentalnie wylądował przedemną. -Co tu robisz? - zapytałam. -W piekle źle się dzieje. Musisz pomóc. - wychrypiał. No tak, jeśli demon prosi mnie o pomoc musi być naprawdę FATALNIE. -Co się stało? - podejrzewałam że będzie chciał żebym wysłała kogoś na drugą stronę. Kogoś... nieosiągalnego dla nich. Nie myliłam się. -Zabij Aperyna - w myślach ujrzałam obraz białego skrzydlatego wilka. - Jest wysłannikiem z góry, niweczy nasze plany. -Jassne - już jasne było dla mnie dlaczego demon zleca mi zabójstwo. "Wysłanników z góry" żadne diabły nie zabiją a ja jako istota żyjąca, w sensie że tu na ziemi mogę to zrobić. Demon zniknął mi sprzed oczu. Myślą przywołałam jeszcze raz obraz wilka którego miałam załatwić. Fajnie. Dogoniłam szybko Luckiego i Kikę i powiedziałam - Już po wszystkim. - uśmiechnęłam się bezszczelnie kiedy zapytali mnie co się zdarzyło. - Nie wasza sprawa - odpowiedziałam tylko i poszliśmy dalej.
Jednak kiedy to coś wyłoniło się z krzaków okazało się że to jakiś wilk i to z pretensją powiedział:
O tej porze się śpi anie wyje!A zresztą gdzie jest twoja wataha?
Ja odpowiedziałam: no niestety jej nie mam właśnie teraz nawoływałam swoją siostrę żeby przyszła ale niestety już nigdy jej nie zobaczę na pewno sama nie przeżyje w tym wielkim lesie!
Wilk powiedział:Nazywam się Lucky masz akórat szczęście bo ja lubie szczeniaki inny wilk to pewnie by ciebię zagryzł.Choć zaprowadzę cię do watahy , a właśnie jak masz na imię?Ja odpowiedziałam:Kika.
I poszliśmy.
Od Viktorii do Kiki:
Wilki nie zdradziły imienia. Może był zbyt... zdziwione moją obecnością? Nie chciało mi się już czekać więc poszłam sobie dalej, na tereny które, sądząc po zapachu były częścią terenów mojej nowej watahy. Było już ciemno. I dobrze, lubię ciemność. Idąc przez las zobaczyłam jakieś małe wilczątko. "Słodka" pomyślałam... Szedł z tym dzieciakiem jakiś inny wilk. Podeszłam do nich od tyłu i znienacka zapytałam - Co tu robicie o tej porze? - wyglądali na przestraszonych. No pięknie się zaczeło, nie chciałam ich przestraszyć, bynajmniej nie teraz. Usłyszałam wcześniej ich rozmowę więc wiedziałam jak mają na imię. - Więc jesteś Kika? - zapytałam pocylając się nad wilczątkiem. Widząc jej minę dopowiedziałam -Nic ci złego nie zrobię, nie zabijam dzieci. - chyba marne pocieszenie, jak dla dzieciaka. Lucky który akurat stał za mną wydawał się trochę zdenerwowany. -Nie martw się, nie jestem z innej watahy - rzuciłam -Jestem z tej waszej - zaśmiałam się wrednie. Heh, noc i niektóre wilki stają się mniej odważne.
Od Kiki
Więc szłam tak przez las do jakiejś nowej watahy z lucky i victorią.
Kiedy tak szliśmy coś przebiegło przed naszymi oczami spytałam się lucky,ego:
Luchy co to było?!
Lucky:Niewiem ale instynkt mi mówi żebyśmy szli szybciej.
Nagle wtrąciła się victoria:chyba wiem co to jest radzę wam uciekać.
Ja się spytałam:A ty?
Victoria:Ja będę musiała coś załatwić.
Więc pobiegłam z Luckym.
Od Viktorii do Kiki:
Idąć przez las coś przebiegło nam przed nosem, ba, przeleciało. Bardzo szybko. Spławiłam na chwilę Kiki i Luckiego. Rozpoznałam w tym czymś sylwetkę mojego demona. Dziwne... żadko sam przychodzi. Usiadłam i zaczekałam aż moje towarzystwo się wystarczająco oddali. Przywołałam demona myślą. Momentalnie wylądował przedemną. -Co tu robisz? - zapytałam. -W piekle źle się dzieje. Musisz pomóc. - wychrypiał. No tak, jeśli demon prosi mnie o pomoc musi być naprawdę FATALNIE. -Co się stało? - podejrzewałam że będzie chciał żebym wysłała kogoś na drugą stronę. Kogoś... nieosiągalnego dla nich. Nie myliłam się. -Zabij Aperyna - w myślach ujrzałam obraz białego skrzydlatego wilka. - Jest wysłannikiem z góry, niweczy nasze plany. -Jassne - już jasne było dla mnie dlaczego demon zleca mi zabójstwo. "Wysłanników z góry" żadne diabły nie zabiją a ja jako istota żyjąca, w sensie że tu na ziemi mogę to zrobić. Demon zniknął mi sprzed oczu. Myślą przywołałam jeszcze raz obraz wilka którego miałam załatwić. Fajnie. Dogoniłam szybko Luckiego i Kikę i powiedziałam - Już po wszystkim. - uśmiechnęłam się bezszczelnie kiedy zapytali mnie co się zdarzyło. - Nie wasza sprawa - odpowiedziałam tylko i poszliśmy dalej.
sobota, 5 lipca 2014
Od Jenny
Pierwszy dzień w watasze okazał się całkiem znośny. Nie widziałam żadnych księżniczek, żadnych gburów ani czegoś takiego, więc mi ulżyło. Z takimi wilkami mógłby być kłopot...
Biegłam sobie ścieżką lekko udeptaną przez zwierzęta. Miałam zamiar trochę pozwiedzać, poznać innych lepiej. I poszczęściło mi się. Zauważyłam niebieskiego wilka z apaszką.
- Hej! - zawołałam. Wilk odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Witaj. Jestem Lucky.
- Jenna. Miło mi. Należysz do WKWM?
- Mhm, ty również.
- No, tak. Hej, em co powiesz na polowanie?
Od Luck'ego c.d Jenny
-Pewnie na polanie stoi tłusty jeleń.
Jenny zaczaiła się w wyznaczonym miejscu a ja miałem go tam doprowadzić. Gdy przygoniłem jelenia do tego miejsca i Jenny skoczyła na niego. Była wspaniała uczta.
-Podobno byłaś księżniczką to prawda?
-mhhhm... ale uciekłam bo kazali mi zrobić coś co nie mogłam
-ale nie lepiej mieć rodzinę?
-może i lepiej co sugerujesz?
-ja byłem porzucony
<Jenny? Sorry że tak krótko ale muszę napisać w innych watahah>
Biegłam sobie ścieżką lekko udeptaną przez zwierzęta. Miałam zamiar trochę pozwiedzać, poznać innych lepiej. I poszczęściło mi się. Zauważyłam niebieskiego wilka z apaszką.
- Hej! - zawołałam. Wilk odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Witaj. Jestem Lucky.
- Jenna. Miło mi. Należysz do WKWM?
- Mhm, ty również.
- No, tak. Hej, em co powiesz na polowanie?
Od Luck'ego c.d Jenny
-Pewnie na polanie stoi tłusty jeleń.
Jenny zaczaiła się w wyznaczonym miejscu a ja miałem go tam doprowadzić. Gdy przygoniłem jelenia do tego miejsca i Jenny skoczyła na niego. Była wspaniała uczta.
-Podobno byłaś księżniczką to prawda?
-mhhhm... ale uciekłam bo kazali mi zrobić coś co nie mogłam
-ale nie lepiej mieć rodzinę?
-może i lepiej co sugerujesz?
-ja byłem porzucony
<Jenny? Sorry że tak krótko ale muszę napisać w innych watahah>
Od Lucky'ego
Nudziłem się w mojej jaskini. Gdy nagle przypomniałem sobie że to ten dzień.
-Jak ja mogłem za pomnieć?-pomyślałem
Nadal pamiętam jak to się stało.
*Rok wcześniej
Byłem wtedy na prawdę szczęśliwy. Pędziłem do mojej przyjaciółki Lily.
-Cześć Lily
-Cześć Lucky wszystkiego najlepszego- uśmiechnęła się
-Dzięki
Gdy nagle usłyszałem krzyki.
-Co jest?
-Nie wiem
Wyszliśmy i wrogie wilki nas zaatakowały.
-Tato, co się dzieje ?
-Lucky musisz uciekać z Lily
-A co z tobą?
-Dam radę
Uciekaliśmy ale pewien wilk zaczął nas gonić. Złapał mnie.
-Lucky!!!
Rzuciła się na wilka i podrapała go w oko. Puścił mnie ale Lily była ranna. Wtedy odkryłem moje moce śmierci zamieniłem się i go zabiłem.
-Lily!
-Lucky... to już … koniec...- i stało to co musiało się stać
*teraźniejszość
Przyszedłem do miejsca gdzie jest pochowana
-Dlaczego ty a nie ja?
-Jak ja mogłem za pomnieć?-pomyślałem
Nadal pamiętam jak to się stało.
*Rok wcześniej
Byłem wtedy na prawdę szczęśliwy. Pędziłem do mojej przyjaciółki Lily.
-Cześć Lily
-Cześć Lucky wszystkiego najlepszego- uśmiechnęła się
-Dzięki
Gdy nagle usłyszałem krzyki.
-Co jest?
-Nie wiem
Wyszliśmy i wrogie wilki nas zaatakowały.
-Tato, co się dzieje ?
-Lucky musisz uciekać z Lily
-A co z tobą?
-Dam radę
Uciekaliśmy ale pewien wilk zaczął nas gonić. Złapał mnie.
-Lucky!!!
Rzuciła się na wilka i podrapała go w oko. Puścił mnie ale Lily była ranna. Wtedy odkryłem moje moce śmierci zamieniłem się i go zabiłem.
-Lily!
-Lucky... to już … koniec...- i stało to co musiało się stać
*teraźniejszość
Przyszedłem do miejsca gdzie jest pochowana
-Dlaczego ty a nie ja?
Uwaga!!!
Jak już pisałam w innym poście że będę zawieszać,zawiesiłam.Wilki które zostały zawieszone mają napisać opowiadanie w ciągu dwóch dni,jeśli nie-zostają wyrzucone.
Od Kate
-Taaa,jasne.Bo on myśli że wie wszystko!-Mówiłam sama do siebie.
-Kate,nie chodź obok osady ludzi,oni mogą Ci coś zrobić.Jeszcze nigdy Mi nic nie zrobili,zwykle to ja ich zagryzałam...Ale nie!Nie masz tam chodzić!Już się boję!-Cytowałam słowa ojca i sama na nie odpowiadałam,to było dziwne.Nie mogłam nic zrobić!Co?Może jeszcze da mi kare na wychodzenie z jaskini!
-Kate,Kate,Kate...Widzę dziś nie przyjdziesz?-Powiedział basior,który od jakiegoś czasu podsłuchiwał mnie siedząc na skale.
-Kim jesteś?-Zapytałam.
-Zwą mnie Damon ,król popłochu w osadach ludzkich.Widzę, że dziś nie przyjdziesz?-Powiedział.
-Ok,królu popłochu,czego ode mnie chcesz?-Zapytałam.
-Przyglądam Ci się od dłuższego czasu.Jesteś dobrą zabójczynią,a widzę że ojciec nie daje Ci robić tego,co kochasz-Powiedział.
-No może tak,ale co to ma wspólnego z tobą?
-To że chcę,żebyś do mnie dołączyła.Bezlitosna zabójczyni i wilk,który ma łuk i strzały.Niesamowita byłaby z nas para.
-Czekaj,co?Chcesz żebym odeszła z watahy i się do Ciebie przyłączyła?Zwariowałeś?Ja cię w ogóle nie znam!-Krzyknęłam.Damon był uroczy,naprawdę:

Ale wiedziałam że nie mogę opuścić ojca,za bardzo go kochałam.Damon zeskoczył ze skały i podszedł do mnie.
-Mogę ci opowiedzieć o sobie więcej-Powiedział.
-Nie,dzięki.Musze już iść.
-Serio?Wolisz watahę od zabijania?
-Jest w czym wybierać,ale wataha to moja rodzina,niedługo przejmuję władzę bo mój ojciec jest już stary i schorowany.
-Ile ma lat?
-1200,mało jak na wilka pierwotnego.
-Mało?Ja mam 4.
-Ja 3,ale to nie zmienia faktu,że do ciebie nie dołączę.
-Jak chcesz,ale pamiętaj że wystarczy zwołać-Powiedział Damon.
-Tak,będę pamiętała-Odpowiedziałam.
Wróciłam do watahy i zobaczyłam ojca,siedział na skale i patrzał na leżące nieopodal wilki.
-Gdzie byłaś?-Zapytał.
-Tak sobie chodziłam i rozmyślałam-Musiałam skłamać.Nie mogłam powiedzieć mu że rozmawiałam z jakimś obcym wilkiem,nie należącym do watahy.
-Tak?A może powiesz mi,co robi na tobie zapach innego wilka?-Zapytał.
-Yyy,ja,ten,nie wiem o co ci chodzi-Wydukałam z siebie tylko to,nic innego nie potrafiłam.
-Nie kłam Kate.Doskonale wiem że z nim rozmawiałaś.
-No dobra rozmawiałam z pewnym basiorem-Przyznałam się.
-Do jaskini!Teraz!
Weszłam do jaskini,ojciec szedł za mną.
-Co by się stało jak by z nim byli ludzie?
-Tato...Nie dramatyzuj...
-Jak mam nie dramatyzować!?Przecież wiesz,że ludzie upodobali sobie nas jako towarzyszy!
-O mnie się nie martw!Doskonale dam sobie rade bez ciebie!-Krzyknęłam.Już nie wytrzymałam tego napięcia.Wybiegłam z jaskini.
-Kate!Kate!
Zanim się obejrzałam byłam już w lesie.
-Ok,Damon!Wygrałeś!Dołączę do ciebie!Jesteś?-Krzyczałam tłumiąc płacz.
Damon do mnie podbiegł.
-Co się stało?-Zapytał.-Chodź za mną!
-Dobrze.
Zabrał mnie do jaskini w środku lasu.Było tam również jezioro i wodospad.Jednym słowem,było tam pięknie.
-Wow!Damon tu jest...Wspaniale.
-Wiem,chodź.
Jaskinia była wielka.Miała kręte korytarze,ale na końcu każdego z nich było ogromne legowisko wyściełane skórą z jelenia.
-Ok,mniej więcej cię oprowadziłem.Teraz ściągnij z siebie to ubranie i chodź nad jezioro-Powiedział.
-Wiesz,nigdy tego nie zdejmuje.
-Ale teraz zdejmiesz.
Damon wyszedł a ja nie wiedziałam jak się za to zabrać.
-No dobra,najpierw to,a potem to i to-Mówiłam sama do siebie.-Ok,gotowe.
Stałam w swoim naturalnym kolorze sierści i swoim prawdziwym wyglądzie.Wybiegłam małym korytarzykiem.
-O,już jesteś.
-Tak,co robimy?
Nawet nie zdążył odpowiedzieć mi na to pytanie a do nas podbiegła wilczyca:

-Kim ona jest?Mogę ją zabić?-Pytała.
-Tylko spróbuj a skopie ci zad!-Rzuciłam się na nią.
-Ej!Ej!Dziewczyny uspokójcie się!-Krzyknął Damon.
Zeszłam z niej,a ona puściła moje ucho.
-Czego ona tu szuka?-Zapytała się Damona.
-To Kate,a to moja dziewczyna Katherine.Kate odeszła z watahy.Tak jakby.
-Tak,to co robimy?-Zapytałam.
-Ja ci zaraz pokaże co robimy!-Rzuciła się na mnie ponownie.Tym razem to Damon musiała ją ze mnie ściągać.
-Idziemy do osady?-Zapytałam.
-Tak,chodźcie-Powiedział Damon.
-Spróbuj go tylko tknąć a cię zabije-Wyszeptała Katherine.
Przeszliśmy przez las,a następnie musieliśmy przepłynąć przez jezioro.Oczywiście panna Katherine musiała płynąć na grzbiecie Damona bo nie chciała się zmoczyć.
-Ok.Jesteśmy na miejscu-Powiedział basior.
-Tak,pójdę tamtędy i wypłosze ludzi do was-Powiedziałam.
-Co?Nie,na pewno nie.Zwykle atakowaliśmy strzałami z oddali-Oświadczyła Katherine.
-Katherine,a może ty tym razem wespniesz się na dach,a my przepłoszymy do ciebie ludzi?-Zapytał Damon.
-Kate,nie chodź obok osady ludzi,oni mogą Ci coś zrobić.Jeszcze nigdy Mi nic nie zrobili,zwykle to ja ich zagryzałam...Ale nie!Nie masz tam chodzić!Już się boję!-Cytowałam słowa ojca i sama na nie odpowiadałam,to było dziwne.Nie mogłam nic zrobić!Co?Może jeszcze da mi kare na wychodzenie z jaskini!
-Kate,Kate,Kate...Widzę dziś nie przyjdziesz?-Powiedział basior,który od jakiegoś czasu podsłuchiwał mnie siedząc na skale.
-Kim jesteś?-Zapytałam.
-Zwą mnie Damon ,król popłochu w osadach ludzkich.Widzę, że dziś nie przyjdziesz?-Powiedział.
-Ok,królu popłochu,czego ode mnie chcesz?-Zapytałam.
-Przyglądam Ci się od dłuższego czasu.Jesteś dobrą zabójczynią,a widzę że ojciec nie daje Ci robić tego,co kochasz-Powiedział.
-No może tak,ale co to ma wspólnego z tobą?
-To że chcę,żebyś do mnie dołączyła.Bezlitosna zabójczyni i wilk,który ma łuk i strzały.Niesamowita byłaby z nas para.
-Czekaj,co?Chcesz żebym odeszła z watahy i się do Ciebie przyłączyła?Zwariowałeś?Ja cię w ogóle nie znam!-Krzyknęłam.Damon był uroczy,naprawdę:
Ale wiedziałam że nie mogę opuścić ojca,za bardzo go kochałam.Damon zeskoczył ze skały i podszedł do mnie.
-Mogę ci opowiedzieć o sobie więcej-Powiedział.
-Nie,dzięki.Musze już iść.
-Serio?Wolisz watahę od zabijania?
-Jest w czym wybierać,ale wataha to moja rodzina,niedługo przejmuję władzę bo mój ojciec jest już stary i schorowany.
-Ile ma lat?
-1200,mało jak na wilka pierwotnego.
-Mało?Ja mam 4.
-Ja 3,ale to nie zmienia faktu,że do ciebie nie dołączę.
-Jak chcesz,ale pamiętaj że wystarczy zwołać-Powiedział Damon.
-Tak,będę pamiętała-Odpowiedziałam.
Wróciłam do watahy i zobaczyłam ojca,siedział na skale i patrzał na leżące nieopodal wilki.
-Gdzie byłaś?-Zapytał.
-Tak sobie chodziłam i rozmyślałam-Musiałam skłamać.Nie mogłam powiedzieć mu że rozmawiałam z jakimś obcym wilkiem,nie należącym do watahy.
-Tak?A może powiesz mi,co robi na tobie zapach innego wilka?-Zapytał.
-Yyy,ja,ten,nie wiem o co ci chodzi-Wydukałam z siebie tylko to,nic innego nie potrafiłam.
-Nie kłam Kate.Doskonale wiem że z nim rozmawiałaś.
-No dobra rozmawiałam z pewnym basiorem-Przyznałam się.
-Do jaskini!Teraz!
Weszłam do jaskini,ojciec szedł za mną.
-Co by się stało jak by z nim byli ludzie?
-Tato...Nie dramatyzuj...
-Jak mam nie dramatyzować!?Przecież wiesz,że ludzie upodobali sobie nas jako towarzyszy!
-O mnie się nie martw!Doskonale dam sobie rade bez ciebie!-Krzyknęłam.Już nie wytrzymałam tego napięcia.Wybiegłam z jaskini.
-Kate!Kate!
Zanim się obejrzałam byłam już w lesie.
-Ok,Damon!Wygrałeś!Dołączę do ciebie!Jesteś?-Krzyczałam tłumiąc płacz.
Damon do mnie podbiegł.
-Co się stało?-Zapytał.-Chodź za mną!
-Dobrze.
Zabrał mnie do jaskini w środku lasu.Było tam również jezioro i wodospad.Jednym słowem,było tam pięknie.
-Wow!Damon tu jest...Wspaniale.
-Wiem,chodź.
Jaskinia była wielka.Miała kręte korytarze,ale na końcu każdego z nich było ogromne legowisko wyściełane skórą z jelenia.
-Ok,mniej więcej cię oprowadziłem.Teraz ściągnij z siebie to ubranie i chodź nad jezioro-Powiedział.
-Wiesz,nigdy tego nie zdejmuje.
-Ale teraz zdejmiesz.
Damon wyszedł a ja nie wiedziałam jak się za to zabrać.
-No dobra,najpierw to,a potem to i to-Mówiłam sama do siebie.-Ok,gotowe.
Stałam w swoim naturalnym kolorze sierści i swoim prawdziwym wyglądzie.Wybiegłam małym korytarzykiem.
-O,już jesteś.
-Tak,co robimy?
Nawet nie zdążył odpowiedzieć mi na to pytanie a do nas podbiegła wilczyca:

-Kim ona jest?Mogę ją zabić?-Pytała.
-Tylko spróbuj a skopie ci zad!-Rzuciłam się na nią.
-Ej!Ej!Dziewczyny uspokójcie się!-Krzyknął Damon.
Zeszłam z niej,a ona puściła moje ucho.
-Czego ona tu szuka?-Zapytała się Damona.
-To Kate,a to moja dziewczyna Katherine.Kate odeszła z watahy.Tak jakby.
-Tak,to co robimy?-Zapytałam.
-Ja ci zaraz pokaże co robimy!-Rzuciła się na mnie ponownie.Tym razem to Damon musiała ją ze mnie ściągać.
-Idziemy do osady?-Zapytałam.
-Tak,chodźcie-Powiedział Damon.
-Spróbuj go tylko tknąć a cię zabije-Wyszeptała Katherine.
Przeszliśmy przez las,a następnie musieliśmy przepłynąć przez jezioro.Oczywiście panna Katherine musiała płynąć na grzbiecie Damona bo nie chciała się zmoczyć.
-Ok.Jesteśmy na miejscu-Powiedział basior.
-Tak,pójdę tamtędy i wypłosze ludzi do was-Powiedziałam.
-Co?Nie,na pewno nie.Zwykle atakowaliśmy strzałami z oddali-Oświadczyła Katherine.
-Katherine,a może ty tym razem wespniesz się na dach,a my przepłoszymy do ciebie ludzi?-Zapytał Damon.
Od Viktorii:
Szłam sobie przez las z zamiarem dołączenia do jakiejś watahy. W końcu nie mogę zostać samotną wredną zdzirą. Idąc tak sobie zobaczyłam w oddali jakieś wilki. Było ich kilka a to znaczy że są stadem. Znaczy chyba... No cóż. Nie miałam zamiaru bawić się w podchody. Poprostu podeszłam do nich, nawet nie kryjąc się zbytnio. W końcu co mogą mi zrobić? Mam po swojej stronie demona. -Cześć - fu, jak ja nie znosiłam takich przywitań - Jesteście w jakimś stadzie, watasze, klanie czy coś w tym stylu? - No jak to ja, prosto z mostu, bez owijania w bawełny czy coś tam innego. -No tak - odpowiedziało któreś z nich. Chłopak to czy dziewczyna? A bo to mnie obchodzi, i tak się dowiem. -No to ja się dołanczam do was - Tak, tak właśnie się sprawę załatwia. Chcę dołączyć to dołanczam, a jak mają jakieś "ale" to niech je sobie wiadomo gdzie wsadzą. Wyłożyłam się na trawie blisko wilków i ziewnęłam -No więc jak się nazywacie?
piątek, 4 lipca 2014
Uwaga!!!
Jeśli jakiś wilk nie napisze opowiadania do 07-07-2014r. do godziny 16:00 zostanie zawieszony do czasu,aż napisze opowiadanie(wilk ma na to 2 dni).Jeżeli nie napisze opowiadania w przeciągu 2 dni,zostanie bezpowrotnie wyrzucony z watahy.Dziś dotyczy to WSZYSTKICH wilków,niezależnie od tego czy opowiadanie już napisali czy nie!
wtorek, 1 lipca 2014
Jak to się zaczęło...
Od Satana:
-Gdzie ona jest,nigdy nie wychodziła na tak długo-Mówiłem sam do siebie.-Gdzie Ona może być?-Ledwo skończyłem wypowiadać to zdanie,a Ona już weszła do jaskini.
-Cześć Tato-Przywitała się.
-Gdzie byłaś?-Zapytałem się podnosząc głos.
-A,no wiesz,ludzie sami się nie pozabijają-Odpowiedziała Kate.
Od Kate:
-No tak...Ile razy mam Ci powtarzać,że nie masz tam chodzić.Co gdyby Cię złapali?-Zapytał.
-Mnie?Uzbrojonego na łapach wilka?Serio tato?-Musiałam mu to powiedzieć,inaczej bym nie wytrzymała.
Wtedy zobaczyłam wilka zbliżającego się do nas.Zaczęłam się do Niego skradać.
Od Luck'ego c.d.n Kate
Szedłem se spokojnie gdy nagle usłyszałem że w dużej trawie coś się rusza. Nagle z trawy wyskoczyła wilczyca i skoczyła na mnie.
-Co tu robisz?-spytała
-Nie twój interes- odpowiedziałem
-Co tu się dzieje?-z jaskini wyszedł wilk i się zapytał
Od Satana:
-Co tu się dzieję?-Zapytałem.-Kate,zejdź z niego.
-Dobrze,tato.-Powiedziała.
-Jestem Lucky-Powiedział basior.
-Ja jestem Satan,a to moja córka Kate.-Odrzekłem.-Chciałbym zaprosić Cie do watahy.
Lucky?
-pewnie-uśmiechnąłem się :)
Od Satana:
-Pozwól że moja córka,Kate, cię oprowadzi po terenach i jaskini,.
-Z chęcią.-Odpowiedział.
-Chodź najpierw zobaczyc jaskinie.-Zaproponowalam.
Lucky?
-Gdzie ona jest,nigdy nie wychodziła na tak długo-Mówiłem sam do siebie.-Gdzie Ona może być?-Ledwo skończyłem wypowiadać to zdanie,a Ona już weszła do jaskini.
-Cześć Tato-Przywitała się.
-Gdzie byłaś?-Zapytałem się podnosząc głos.
-A,no wiesz,ludzie sami się nie pozabijają-Odpowiedziała Kate.
Od Kate:
-No tak...Ile razy mam Ci powtarzać,że nie masz tam chodzić.Co gdyby Cię złapali?-Zapytał.
-Mnie?Uzbrojonego na łapach wilka?Serio tato?-Musiałam mu to powiedzieć,inaczej bym nie wytrzymała.
Wtedy zobaczyłam wilka zbliżającego się do nas.Zaczęłam się do Niego skradać.
Od Luck'ego c.d.n Kate
Szedłem se spokojnie gdy nagle usłyszałem że w dużej trawie coś się rusza. Nagle z trawy wyskoczyła wilczyca i skoczyła na mnie.
-Co tu robisz?-spytała
-Nie twój interes- odpowiedziałem
-Co tu się dzieje?-z jaskini wyszedł wilk i się zapytał
Od Satana:
-Co tu się dzieję?-Zapytałem.-Kate,zejdź z niego.
-Dobrze,tato.-Powiedziała.
-Jestem Lucky-Powiedział basior.
-Ja jestem Satan,a to moja córka Kate.-Odrzekłem.-Chciałbym zaprosić Cie do watahy.
Lucky?
-pewnie-uśmiechnąłem się :)
Od Satana:
-Pozwól że moja córka,Kate, cię oprowadzi po terenach i jaskini,.
-Z chęcią.-Odpowiedział.
-Chodź najpierw zobaczyc jaskinie.-Zaproponowalam.
Lucky?
Subskrybuj:
Posty (Atom)