niedziela, 6 lipca 2014

Od Kiki

Szłam sobie przez las nawołując siostrę była już to późna noc. Nagle usłyszałam jakiś głos powiedziałam:Może to moja siostra? 
Jednak kiedy to coś wyłoniło się z krzaków okazało się że to jakiś wilk i to z pretensją powiedział: 
O tej porze się śpi anie wyje!A zresztą gdzie jest twoja wataha? 
Ja odpowiedziałam: no niestety jej nie mam właśnie teraz nawoływałam swoją siostrę żeby przyszła ale niestety już nigdy jej nie zobaczę na pewno sama nie przeżyje w tym wielkim lesie! 
Wilk powiedział:Nazywam się Lucky masz akórat szczęście bo ja lubie szczeniaki inny wilk to pewnie by ciebię zagryzł.Choć zaprowadzę cię do watahy , a właśnie jak masz na imię?Ja odpowiedziałam:Kika. 
I poszliśmy.


Od Viktorii do Kiki: 
Wilki nie zdradziły imienia. Może był zbyt... zdziwione moją obecnością? Nie chciało mi się już czekać więc poszłam sobie dalej, na tereny które, sądząc po zapachu były częścią terenów mojej nowej watahy. Było już ciemno. I dobrze, lubię ciemność. Idąc przez las zobaczyłam jakieś małe wilczątko. "Słodka" pomyślałam... Szedł z tym dzieciakiem jakiś inny wilk. Podeszłam do nich od tyłu i znienacka zapytałam - Co tu robicie o tej porze? - wyglądali na przestraszonych. No pięknie się zaczeło, nie chciałam ich przestraszyć, bynajmniej nie teraz. Usłyszałam wcześniej ich rozmowę więc wiedziałam jak mają na imię. - Więc jesteś Kika? - zapytałam pocylając się nad wilczątkiem. Widząc jej minę dopowiedziałam -Nic ci złego nie zrobię, nie zabijam dzieci. - chyba marne pocieszenie, jak dla dzieciaka. Lucky który akurat stał za mną wydawał się trochę zdenerwowany. -Nie martw się, nie jestem z innej watahy - rzuciłam -Jestem z tej waszej - zaśmiałam się wrednie. Heh, noc i niektóre wilki stają się mniej odważne.



Od Kiki 
Więc szłam tak przez las do jakiejś nowej watahy z lucky i victorią. 
Kiedy tak szliśmy coś przebiegło przed naszymi oczami spytałam się lucky,ego: 
Luchy co to było?! 
Lucky:Niewiem ale instynkt mi mówi żebyśmy szli szybciej. 
Nagle wtrąciła się victoria:chyba wiem co to jest radzę wam uciekać. 
Ja się spytałam:A ty? 
Victoria:Ja będę musiała coś załatwić. 
Więc pobiegłam z Luckym.



Od Viktorii do Kiki: 
Idąć przez las coś przebiegło nam przed nosem, ba, przeleciało. Bardzo szybko. Spławiłam na chwilę Kiki i Luckiego. Rozpoznałam w tym czymś sylwetkę mojego demona. Dziwne... żadko sam przychodzi. Usiadłam i zaczekałam aż moje towarzystwo się wystarczająco oddali. Przywołałam demona myślą. Momentalnie wylądował przedemną. -Co tu robisz? - zapytałam. -W piekle źle się dzieje. Musisz pomóc. - wychrypiał. No tak, jeśli demon prosi mnie o pomoc musi być naprawdę FATALNIE. -Co się stało? - podejrzewałam że będzie chciał żebym wysłała kogoś na drugą stronę. Kogoś... nieosiągalnego dla nich. Nie myliłam się. -Zabij Aperyna - w myślach ujrzałam obraz białego skrzydlatego wilka. - Jest wysłannikiem z góry, niweczy nasze plany. -Jassne - już jasne było dla mnie dlaczego demon zleca mi zabójstwo. "Wysłanników z góry" żadne diabły nie zabiją a ja jako istota żyjąca, w sensie że tu na ziemi mogę to zrobić. Demon zniknął mi sprzed oczu. Myślą przywołałam jeszcze raz obraz wilka którego miałam załatwić. Fajnie. Dogoniłam szybko Luckiego i Kikę i powiedziałam - Już po wszystkim. - uśmiechnęłam się bezszczelnie kiedy zapytali mnie co się zdarzyło. - Nie wasza sprawa - odpowiedziałam tylko i poszliśmy dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz