sobota, 5 lipca 2014

Od Kate

 -Taaa,jasne.Bo on myśli że wie wszystko!-Mówiłam sama do siebie.
-Kate,nie chodź obok osady  ludzi,oni mogą Ci coś zrobić.Jeszcze nigdy Mi nic nie zrobili,zwykle to ja ich zagryzałam...Ale nie!Nie masz tam chodzić!Już się boję!-Cytowałam słowa ojca i sama na nie odpowiadałam,to było dziwne.Nie mogłam nic zrobić!Co?Może jeszcze da mi kare na wychodzenie z jaskini!

-Kate,Kate,Kate...Widzę dziś nie przyjdziesz?-Powiedział basior,który od jakiegoś czasu podsłuchiwał mnie siedząc na skale.
-Kim jesteś?-Zapytałam.
-Zwą mnie Damon ,król popłochu w osadach ludzkich.Widzę, że dziś nie przyjdziesz?-Powiedział.
-Ok,królu popłochu,czego ode mnie chcesz?-Zapytałam.
-Przyglądam Ci się od dłuższego czasu.Jesteś dobrą zabójczynią,a widzę że ojciec nie daje Ci robić tego,co kochasz-Powiedział.
-No może tak,ale co to ma wspólnego z tobą?
-To że chcę,żebyś do mnie dołączyła.Bezlitosna zabójczyni i wilk,który ma łuk i strzały.Niesamowita byłaby z nas para.
-Czekaj,co?Chcesz żebym odeszła z watahy i się do Ciebie przyłączyła?Zwariowałeś?Ja cię w ogóle nie znam!-Krzyknęłam.Damon był uroczy,naprawdę:



Ale wiedziałam że nie mogę opuścić ojca,za bardzo go kochałam.Damon zeskoczył ze skały i podszedł do mnie.

-Mogę ci opowiedzieć o sobie więcej-Powiedział.
-Nie,dzięki.Musze już iść.
-Serio?Wolisz watahę od zabijania?
-Jest w czym wybierać,ale wataha to moja rodzina,niedługo przejmuję władzę bo mój ojciec jest już stary i schorowany.
-Ile ma lat?
-1200,mało jak na wilka pierwotnego.
-Mało?Ja mam 4.
-Ja 3,ale to nie zmienia faktu,że do ciebie nie dołączę.
-Jak chcesz,ale pamiętaj że wystarczy zwołać-Powiedział Damon.
-Tak,będę pamiętała-Odpowiedziałam.

  Wróciłam do watahy i zobaczyłam ojca,siedział na skale i patrzał na leżące nieopodal wilki.
-Gdzie byłaś?-Zapytał.
-Tak sobie chodziłam i rozmyślałam-Musiałam skłamać.Nie mogłam powiedzieć mu że rozmawiałam z jakimś obcym wilkiem,nie należącym do watahy.
-Tak?A może powiesz mi,co robi na tobie zapach innego wilka?-Zapytał.
-Yyy,ja,ten,nie wiem o co ci chodzi-Wydukałam z siebie tylko to,nic innego nie potrafiłam.
-Nie kłam Kate.Doskonale wiem że z nim rozmawiałaś.
-No dobra rozmawiałam z pewnym basiorem-Przyznałam się.
-Do jaskini!Teraz!

Weszłam do jaskini,ojciec szedł za mną.

-Co by się stało jak by z nim byli ludzie?
-Tato...Nie dramatyzuj...
-Jak mam nie dramatyzować!?Przecież wiesz,że ludzie upodobali sobie nas jako towarzyszy!
-O mnie się nie martw!Doskonale dam sobie rade bez ciebie!-Krzyknęłam.Już nie wytrzymałam tego napięcia.Wybiegłam z jaskini.
-Kate!Kate!

Zanim się obejrzałam byłam już w lesie.
-Ok,Damon!Wygrałeś!Dołączę do ciebie!Jesteś?-Krzyczałam tłumiąc płacz.
Damon do mnie podbiegł.
-Co się stało?-Zapytał.-Chodź za mną!
-Dobrze.

Zabrał mnie do jaskini w środku lasu.Było tam również jezioro i wodospad.Jednym słowem,było tam pięknie.
-Wow!Damon tu jest...Wspaniale.
-Wiem,chodź.
Jaskinia była wielka.Miała kręte korytarze,ale na końcu każdego z nich było ogromne legowisko wyściełane skórą z jelenia.
-Ok,mniej więcej cię oprowadziłem.Teraz ściągnij z siebie to ubranie i chodź nad jezioro-Powiedział.
-Wiesz,nigdy tego nie zdejmuje.
-Ale teraz zdejmiesz.
Damon wyszedł a ja nie wiedziałam jak się za to zabrać.
-No dobra,najpierw to,a potem to i to-Mówiłam sama do siebie.-Ok,gotowe.
Stałam w swoim naturalnym kolorze sierści i swoim prawdziwym wyglądzie.Wybiegłam małym korytarzykiem.
-O,już jesteś.
-Tak,co robimy?
Nawet nie zdążył odpowiedzieć mi na to pytanie a do nas podbiegła wilczyca:




-Kim ona jest?Mogę ją zabić?-Pytała.
-Tylko spróbuj a skopie ci zad!-Rzuciłam się na nią.
-Ej!Ej!Dziewczyny uspokójcie się!-Krzyknął Damon.
Zeszłam z niej,a ona puściła moje ucho.
-Czego ona tu szuka?-Zapytała się Damona.
-To Kate,a to moja dziewczyna Katherine.Kate odeszła z watahy.Tak jakby.
-Tak,to co robimy?-Zapytałam.
-Ja ci zaraz pokaże co robimy!-Rzuciła się na mnie ponownie.Tym razem to Damon musiała ją ze mnie ściągać.
-Idziemy do osady?-Zapytałam.
-Tak,chodźcie-Powiedział Damon.
-Spróbuj go tylko tknąć a cię zabije-Wyszeptała Katherine.
Przeszliśmy przez las,a następnie musieliśmy przepłynąć przez jezioro.Oczywiście panna Katherine musiała płynąć na grzbiecie Damona bo nie chciała się zmoczyć.
-Ok.Jesteśmy na miejscu-Powiedział basior.
-Tak,pójdę tamtędy i wypłosze ludzi do was-Powiedziałam.
-Co?Nie,na pewno nie.Zwykle atakowaliśmy strzałami z oddali-Oświadczyła Katherine.
-Katherine,a może ty tym razem wespniesz się na dach,a my przepłoszymy do ciebie ludzi?-Zapytał Damon.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz